Ludmiła
Początek misji nie należał do najlepszych. Na początku nie mogła znaleźć dojścia do obiektu. Czyli do najbardziej nie bezpiecznego mężczyzny w kraju-Federica. Potem było już tylko gorzej, gdy złapała kontakt z jego najlepszym przyjacielem on odwołał spotkanie a on jakby zapadł się pod ziemie.
Wracała właśnie z godzinnej galopady leśnymi ścieżkami gdy na dziedzińcu podwarszawskiej posiadłości w której Ludmiła jeździła konno pojawił się On.
Wysoki szczupły ciemnowłosy mężczyzna tak cholernie przystojny że aż ją zakuło w podbrzuszu. Miał na sobie strój jeździecki, pod tym było widać skrawek koszuli jasno niebieskiej i lekką opaleniznę. Wstrzymała swoją klacz by po patrzeć na te dwa samce dłużej. W tym momencie mężczyzna spojrzał na nią i uśmiechną się do niej.
-Ładna klaczka- zagadnął niskim przyjemnym głosem który trafiał wprost tam
-Ładny ogier- odparła natychmiast odgarniając z czoła kosmyk włosów.
Wiedziała że ten gest w połączeniu z jej urodą robi na facetów piorunujące wrażenie. Czy zrobił? Nie była pewna. Uwagę tamtego odwrócił stajennego podbiegając z dżinsową kurtką w ręku
-Panie Verdas zapomniał pan!- krzyknął a Ludmiła o mal...nie spadła z konia.
To nazwisko! Nie wiele mężczyzn je nosiło. Czyżby miała przed sobą kogoś z rodzinny Verdasa?
Odebrał od stajennego kurtkę i spojrzał na mnie.
-Masz minę jak kotka na widok tłustej myszy.
I do tego jeszcze ten meksykański akcent to musi być Verdas
-A pan jak kocur na widok tej kotki- odgryzła się.
-,,Pan"? Wyglądam tak staro?-spytał pół żartem pół serio.
Czy wyglądał staro? Wręcz przeciwnie, wyglądał na około 26 roku życia czyli tyle ile odpowiedni kochanek powinien mieć. I doprawdy... nie miała by nic przeciwko bzyknięciu się z takim przystojniakiem, nawet nie zważając na to jakie nazwisko nosi.
-Masz ochotę na...przejażdżkę?
W duchu skakała z radości, ale odpowiedziała spokojnie i opanowanie.
-Moja klacz jest zmęczona więc...
-Mój ogier za to wypoczęty-przerwał jej ze spokojem.
Zawachała się,ale zeszła z konia i podeszła do mężczyzny, on ją silnym ramieniem wsadził przed siebie na siodło,a ona poczuła jego wielką erekcje wbijającą się w jej pośladki.
-Coś mnie uwiera - powiedziała zakłopotana trochę.
On zaśmiał się gardłowo i cmoknął ją w policzek.
-Jak masz na imię?- spytał
-Ludmiła a ty
-Federico dla przyjaciół Fede. Bo zostaniemy przyjaciół mi prawda?
Po prawiła się na jego siodle opierając się pośladkami na jego męskość.
-Z miła chęcią.
-Lubisz konie?- padło następne pytanie z ust chłopaka.
-Zależy jakie-Chętne potężne i nie do zajeżdżenia-Owszem
-Twarda z ciebie sztuka.
-Z ciebie również nadal mnie coś uwiera.
-Może ulżymy temu czemuś, żeby nie czyniło dyskontu mnie a ni tobie?-zaproponował i nie czekając na odpowiedz zatrzymał konia i zsadził mnie a po ten sam zszedł.
-Tutaj? W parku? Zwinął nas nim zdejmiesz spodnie.
-Nie koniecznie muszę je zdejmować. Chyba potrafisz zdziałać cuda tymi swoimi usteczkami.
Poszli za krzaki. Ludmiła wzięła jego członka do buzi i robiła mu ,,Loda".
Doszedł bardzo szybko zapiął rozporek i rzekł
-Jesteś nie samo wita to teraz ja ci się odwdzięczę.
Wsiedli na konia i ruszyli do miasta,a on wsadził rękę w jej krocze i włożył tam dwa palce i zaczął pieścić wydała z siebie cichu jęk.
-Zrób minę obojętnej żeby ludzie nic nie podejrzewali.
-Dobrze i zrobiła tak jak prosił wyprostował się i przyjęła minę obojętnej,
Po paru chwilach zadzwonił jego telefon.Odebrał.
-Halo?
-Cześć bracie
-Cześć Leon. Co chciałeś że mi przeszkadzasz?
-Mam kłopot po ostatniej akcji.Musisz tu przyjechać
-Dobra będę u ciebie pojutrze.
Rozłączył się
-Przepraszam,ale będę już musiał iść.
-Ale spotkamy się jeszcze.
-Oczywiście jesteśmy dla siebie stworzeni. Wymieńmy się numerami telefonów.
-Dobrze
-Gdy ogarnę wszystko zadzwonię do ciebie.
-Dobrze. Pocałowała mnie w policzek i poszła do stajenni, a ja do samochodu.
Violetta
-Pięknie wyglądasz-skompletował mnie Diego
-Dziękuje.
-Chodź zejdziemy na dół. Zjesz coś.
Gdy schodziłam po schodach zauważyłam Leona i po chwili nasze spojrzenia się ze tknęły ze sobą...
Hej tu ja przepraszam że tak późno dodaje ale czasu nie miałam i za to że ni ma Leonetty.
Ale w nastepny pojawi sie sama Leonetta
Co w nastepnym
Co zrobi Leon?
Czy do czegoś dojdzie?
Czy Violetta pozna Federica?
Czy między nimi coś się wydaż tego dowiecie się w nastepnym rozdziale który pojawi się w niedziele gdy tu będzie
10 kOMENTARZY = NEXT.
piątek, 9 stycznia 2015
wtorek, 6 stycznia 2015
Rozdział 9
Violetta
-Czy ja mogę odejść?
-Nie-rzekł krótko i wyszedł trzaskając drzwiami.
-Szarpnęła za klamkę-ani drgnęły
Uderzyła pięścią w chłodne drzwi żadnej reakcji z drugiej strony.
Łykając łzy, opuściła ramiona i poszła z płaczem na łóżko
Nie cieszył ją duża sypialnia, salon czy łazienka...Nie łazienka ją jednak ucieszyła była wielka i do tego mogła być tu sama i nikt tutaj nie wtargnie bez pytania.
Znowu pomyślała o tej całej chorej sytuacja. Gdzie jest?
Po co oni ją trzymają jak nie dla zabawy?
Rozeszło się pukanie do drzwi wejściowych jej apartamentu. Wyszła z łazienki i skierowała się do salonu
-Mogę wejść?- dobiegł ją głos Diego, który za raz stał obok niej
-Ładny pokój prawda?- spytał. Wyjrzał przez okno, nad morską plażą.
-Leon rzadko jest tak uprzejmy dla nieproszonych gości. Ciekawe czym sobie zasłużyłaś?-zapytał nie oczekując odpowiedzi.
-Przyniosłem ci parę rzeczy...sukienka, bielizna, sandałki... Gdy podasz mi swoje wymiary wyśle kogoś do miasta żeby ci coś kupił.
-Nie mogłeś tych wymiarów zdjąć gdy leżałam nie przytomna.
-Byłem zajęty zdejmowaniem czego innego- odparł równie z ironią i mruknął dwuznacznie okiem, I zaraz dodał widząc że pobladła.
-Spokojnie żartowałem! Powtórzę to co powiedział Leon jesteś w swoim apartament cię i jesteś tu bezpieczna.
-A po za nim?-spytała cicho.
-Również-odparł-żaden z chłopaków nie zaryzykuje głowy dla paru chwil przyjemność. Leon dobitnie im to powiedział i wyjaśnił im twój status
-A jaki on jest?
-Leon?
-Nie. Status
Diego się zawahał. Czy należało mówić tej dziewczynie że należy do szefa?Że Verdas właśnie się tak wyraził:,,Ona należy do mnie"?Nie jest głupia i wcześniej czy później do niej dotrze że Leon jest panem jej życia i śmierci, a im szybciej Violetta się z tym pogodzi tym lepiej.
-Jesteś na prawach domownika- odparł powoli.
-Nie długo będziesz mogła wyjść na zewnątrz masz do dyspozycji ogród, basen i park...
-Ale odejść nie mogę?- upewniła się chodź znała odpowiedz
Pokręcił przecząco głową
-Niestety nie, to nie ode mnie zależy i uciekać też nie radzę bo stąd jest tylko jedna droga ucieczki morze.Nie no dobra dwie druga...Wskazał wymownym gestem na ziemię teraz Leon nie będzie celował w ramię.Wierz mi.Mam nadzieje że nabierzesz rozsądku
A teraz weź kąpiel i się przebierz. Za kwadrans masz być gotowa.
-Musisz się tym w końcu pogodzić. Porwali cię, ale żyjesz to najważniejsze
Sukienka była ładna, ten któś kto ją wybierał miał gust i na pewno nie był to Diego. Pewnie jakaś kobieta, może ją pozna dzisiaj i może się nawet zaprzyjaźnią?
Miłość?! Co też ci się roi dziewczyno- pokręciła głową rozbawiona własną głupotą.
-Trafiła ręce bandytów, którzy zwłoki zakopują w lesie. W kim miałaby się tu zakochać?
W Leonie- odszepnęło coś w jej duszy.
-Idiotka!-prychnęła ale gdyby umiała przyznać się sama przed sobą to właśnie ten mężczyzna wzbudzał w Violettcie zapomniane uczucie.
Czy to jest miłość?-powiedziała na głos sama do siebie
Hej tu znowu ja jak widziecie rozdział dzisiaj ale gdy wróce do szkoły rozdziały będą pojawiały się raz lub dwa razy w tygodniu.Przepraszam ale nauka jest najważniejsza umie.
W następnym rozdziale?
Czy Violi ktoś odpowie?
Dowiecie się w końcu co u Fedemiły
Czy Leon zmieni się dla Violetty ?
Tego dowiecie się w piątek- 09.01.2015
Gdy tu będzie
18 Komentarzy= next
-Czy ja mogę odejść?
-Nie-rzekł krótko i wyszedł trzaskając drzwiami.
-Szarpnęła za klamkę-ani drgnęły
Uderzyła pięścią w chłodne drzwi żadnej reakcji z drugiej strony.
Łykając łzy, opuściła ramiona i poszła z płaczem na łóżko
Nie cieszył ją duża sypialnia, salon czy łazienka...Nie łazienka ją jednak ucieszyła była wielka i do tego mogła być tu sama i nikt tutaj nie wtargnie bez pytania.
Znowu pomyślała o tej całej chorej sytuacja. Gdzie jest?
Po co oni ją trzymają jak nie dla zabawy?
Rozeszło się pukanie do drzwi wejściowych jej apartamentu. Wyszła z łazienki i skierowała się do salonu
-Mogę wejść?- dobiegł ją głos Diego, który za raz stał obok niej
-Ładny pokój prawda?- spytał. Wyjrzał przez okno, nad morską plażą.
-Leon rzadko jest tak uprzejmy dla nieproszonych gości. Ciekawe czym sobie zasłużyłaś?-zapytał nie oczekując odpowiedzi.
-Przyniosłem ci parę rzeczy...sukienka, bielizna, sandałki... Gdy podasz mi swoje wymiary wyśle kogoś do miasta żeby ci coś kupił.
-Nie mogłeś tych wymiarów zdjąć gdy leżałam nie przytomna.
-Byłem zajęty zdejmowaniem czego innego- odparł równie z ironią i mruknął dwuznacznie okiem, I zaraz dodał widząc że pobladła.
-Spokojnie żartowałem! Powtórzę to co powiedział Leon jesteś w swoim apartament cię i jesteś tu bezpieczna.
-A po za nim?-spytała cicho.
-Również-odparł-żaden z chłopaków nie zaryzykuje głowy dla paru chwil przyjemność. Leon dobitnie im to powiedział i wyjaśnił im twój status
-A jaki on jest?
-Leon?
-Nie. Status
Diego się zawahał. Czy należało mówić tej dziewczynie że należy do szefa?Że Verdas właśnie się tak wyraził:,,Ona należy do mnie"?Nie jest głupia i wcześniej czy później do niej dotrze że Leon jest panem jej życia i śmierci, a im szybciej Violetta się z tym pogodzi tym lepiej.
-Jesteś na prawach domownika- odparł powoli.
-Nie długo będziesz mogła wyjść na zewnątrz masz do dyspozycji ogród, basen i park...
-Ale odejść nie mogę?- upewniła się chodź znała odpowiedz
Pokręcił przecząco głową
-Niestety nie, to nie ode mnie zależy i uciekać też nie radzę bo stąd jest tylko jedna droga ucieczki morze.Nie no dobra dwie druga...Wskazał wymownym gestem na ziemię teraz Leon nie będzie celował w ramię.Wierz mi.Mam nadzieje że nabierzesz rozsądku
A teraz weź kąpiel i się przebierz. Za kwadrans masz być gotowa.
-Musisz się tym w końcu pogodzić. Porwali cię, ale żyjesz to najważniejsze
Miłość?! Co też ci się roi dziewczyno- pokręciła głową rozbawiona własną głupotą.
-Trafiła ręce bandytów, którzy zwłoki zakopują w lesie. W kim miałaby się tu zakochać?
W Leonie- odszepnęło coś w jej duszy.
-Idiotka!-prychnęła ale gdyby umiała przyznać się sama przed sobą to właśnie ten mężczyzna wzbudzał w Violettcie zapomniane uczucie.
Czy to jest miłość?-powiedziała na głos sama do siebie
Hej tu znowu ja jak widziecie rozdział dzisiaj ale gdy wróce do szkoły rozdziały będą pojawiały się raz lub dwa razy w tygodniu.Przepraszam ale nauka jest najważniejsza umie.
W następnym rozdziale?
Czy Violi ktoś odpowie?
Dowiecie się w końcu co u Fedemiły
Czy Leon zmieni się dla Violetty ?
Tego dowiecie się w piątek- 09.01.2015
Gdy tu będzie
18 Komentarzy= next
One Shot Miłość zawsze zwycięży 18+
Ona- Tajemnicza mroczna złośliwa, ale też łagodna uległa. Udająca że nie kocha się w szefie swojej mafii. Dwudziestoletnia dziewczyna o piwnych oczach i jasno-brązowych włosach, a na imię jej Violetta.
On- Tajemniczy mroczny, nie bezpieczny podrywacz, ale też ma swoją dobrą stronę. Szef mafii Warszawskiej. Zielonooki przystojniak o włosach brązowych jak oczy dziewczyny, na imię mu Leon Verdas.
Violetta
Stałam przy samochodzie i sprawdzałam czy na daje się do jutrzejszej akcji. Od pięciu minut próbuje odkręcić korek od oleju, ale oczywiście musiał się zaciąć.
-Cholera! Głupi korek.- krzyczałam na siebie w myślach.
-Może mi ktoś pomóc?- teraz już spytałam na głos. Nie miałam innego wyjścia niż po proszenie kogoś o pomoc, bo sama nie dam rady. Ale jak na złość nikt nie odpowiedział. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i na moje nieszczęście byłam tu tylko ja i Verdas który był zajęty jakąś blondi. Ten to ma klasę codziennie inna. No nic muszę sama sobie poradzić, wiem muszę wziąć jakąś ścierkę i znowu rozejrzałam się po pomieszczeniu, żeby ją na mierzyć. Była tylko jedna i tylko przy Verdasie. No trudno trzeba spróbować. Podeszłam do nich pewnym krokiem i wzięłam to co chciałam. Chciałam też ich bez żadnych większych ceregieli wyminąć i zająć się swoją robotą, ale oczywiście Leon puścił tam tą blondi i kazał jej spadać a mnie chwycił za nadgarstek.
-Czego chcesz? - syknęłam że mi się podoba to nie znaczy że szybko mu wskoczę do łóżka blondi mu się nie spodobała to teraz chce mnie przelecieć. O nie ja nie jestem taka łatwa, jak tego jego pozostałe dziunie.
-Grzeczniej- powiedział opanowany i ścisnął bardziej za mój nadgarstek.
-Dobrze, co się stało że wielki pan Leon Verdas zainteresował się moją osobą?- powiedziała oschle, ale już trochę grzeczniej.
-No widzisz, od razu lepiej. Co będziesz robić, może ci pomogę?
-Co cię to teraz obchodzi? Jak prosiłam żeby ktoś mi pomógł nie byłeś chętny, dlatego teraz się odwal i wyrwałam rękę z jego ucisku. Podeszłam do samochodu, a on oczywiście za mną on nigdy nie odpuszcza. Ale ja na niego nie zwracałam uwagi i próbowałam odkręcić ten pojebany korek, ale nawet ze szmatą mi się to nie udawało.
Leon
Podszedłem do nie od tyłu i położyłem swoje ręce na jej, wzdrygnęła się na ten ruch, dlatego szepnąłem jej do ucha.
-Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię. Pomogę
Violetta
Gdy do mnie szeptał przeszedł mnie przyjemny dreszcz wyrwałam mu się i podałam mu ścierkę,żeby te dziadostwo odkręcił. Zrobił to nawet bez użycia jej po dziękowałam i nalałam oleju i zakręciłam korek. A on w tym czasie mył ręce od smaru. A ja wytarłam ręce w ścierkę którą mi przyniósł.
Przysunął się do mnie i położył swoje ręce na mojej tali i powoli jak by się bał pocałował mnie odwzajemniłam pocałunek nie świadoma co robię zarzuciłam swoje ręce na jego kark. Pod niósł mnie i posadził na masce samochodu i dopiero w tej chwili oderwał się ode mnie
-Violu wiem że uważasz mnie za idiotę i kretyna... i uklęknął i dokończył... ale kocham cię i czy zostaniesz moją dziewczyną? - spytał ze strachem w oczach.
Pociągnęłam go lekko za włosy żeby był na równi ze mną i przytuliłam się do niego i szepnęłam
-Tak, jeśli te dziewczyny które miałeś nic dla ciebie nie znaczył?
-Nic Violu tylko ty się liczysz. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
18+
Pocałowałem ją, a ona odwzajemniła pocałunek wręcz go pogłębiła. Wsadziłem swoje ręce pod jej bluzkę nie opierała się dlatego działałem dalej. Zdjąłem je bluzkę i zacząłem masować jej piersi jeszcze przez biustonosz. Zaczęłam pojękiwać, a mnie to wręcz motywowało do dalszej pracy. Ona żeby nie być mi dłużna zaczęła rozpinać mi koszule przy tym delikatnie całując mój tors i po chwili s koszula spadła na podłogę. Po pchnąłem ją lekko na maskę żeby się położyła sam
opierając się na rękach położyłem się nad nią zacząłem zdejmować jej spodnie i majtki. Znowu dobrałem się do jej ust i schodziłem co raz niżej. A on już co raz głoś niej jęczała. Po paru chwilach byliśmy nadzy. Zjechałem do jej myszki i za to piłem się w jej wnętrzu wierciłem się jęsykiem gdzie po padnie chciałem do prowadzić ją do obłędu.
-Leon... proszę. Doprowadzasz mnie do obłędu
-I o to właśnie mi chodzi kochani
Po paru chwilach wytrysłam sokami a on grzecznie je połknął.
-Gotowa?
Przytaknęłam jedynie głową
Wszedłem najpierw powoli, a potem już głębiej
-Leon ... szybciej
A mnie to tylko bardziej zmotywowało.
Kochaliśmy się parę godzin. Używając różnych poz jak 69 i wile innych.
Zmęczeni zasnęliśmy wtuleni w siebie w samochodzie przenieśliśmy się już pod koniec i przykryliśmy się kocem
Koniec 18+
Następny dzień
Violetta
Obudziłam się wtulona w goły tors Leona, na samo wspomnienie wczorajszej nocy uśmiechnęłam się wygląda tak seksownie w rozczochranych włosach i śpi tak słodko.
Spojrzałam na telefon wskazywał godzinę 8, muszę obudzić Leona bo zaraz ruszamy na akcje. Odwróciłam się i pocałował go namiętnie w usta.
-Mmm.... jakie miła pobudka. Kocham cię. Dziękuje ci za wczorajszą noc byłaś cudowna.
-Będziesz mieć takich więcej jeśli będziesz grzeczny- zaśmiałam się pod nosem. Też cię kocham i nie masz za co dziękować ty też byłeś cudowny.
-Oooo... to od teraz już zawsze będę grzeczny. I ją pocałowałem chciałem więcej, ale mnie odepchnęła zdziwiony uniosłem brew.
-Musimy wstawać zaraz wyruszmy na akcje. Dokończymy wieczorem. Pocałowałam go namiętnie i wstałam ubrałam się i poszłam przygotować się na akcje
Kilka godzin później
Akcja przemycanie narkotyków od jakieś innej mafii
Leon
-Viola ty trzymasz się ze mną.
-Poradzę sobie sama
-Nie wątpię, ale wole być ostrożny. Nie wybaczyłbym sobie gdy by ci się coś stało.
-Dobrze szefie
-Kocham cię i ją pocałowałem i weszliśmy do budynku w którym byli narkotyki
-Coś za coś drogi kolego- powiedział szef mafii od której braliśmy narkotyki.
Wziął Violette i Diego pod ramię.
-Za narkotyki kogo oddasz dziewczynę czy przyjaciela.
-Bierz dziewczynę- powiedziałem pewny swoich słów
-Leon nie proszę nie oddawaj mnie im. Przecież ja cię kocham.
-Bierz dziewczynę -powtórzył.
-Jak sobie życzysz Leonku. I wziął Violette do siebie.
-Nie jednak zmieniłem zdanie weź Diega
-Najpierw mówiłeś coś innego. Nie wiem czy mogę ci ufać.
-Możesz mi ufać,ale oddaj dziewczynę.
-Dobrze już się tak nie denerwuj. Oddał Violetta,a ona aż wpadła w moje ramiona przytuliłem ją, ale ona mnie odepchnęła Zabraliśmy to co mieliśmy zabrać i za raz za chwile wypuścili Diega.
W domu chłopaki zajęli się rozpakowaniem towaru, a ja poszedłem do Violetty
-Kochanie przepraszam, ale oni zawsze robili tak że ja mówię a oni robią drugie.Nie chciałem cię od dać tym skurwysynom, a Diega oddałem, bo wiedziałem że ucieknie i że Diego od dadzą.
Kocham cię i oddał bym za ciebie życie.
Nic nie odpowiedziałam tylko rzuciłam mu się na szyję i go pocałowałam.
-Ja ciebie też kocham i też bym oddała za ciebie życie
On- Tajemniczy mroczny, nie bezpieczny podrywacz, ale też ma swoją dobrą stronę. Szef mafii Warszawskiej. Zielonooki przystojniak o włosach brązowych jak oczy dziewczyny, na imię mu Leon Verdas.
ViolettaStałam przy samochodzie i sprawdzałam czy na daje się do jutrzejszej akcji. Od pięciu minut próbuje odkręcić korek od oleju, ale oczywiście musiał się zaciąć.
-Cholera! Głupi korek.- krzyczałam na siebie w myślach.
-Może mi ktoś pomóc?- teraz już spytałam na głos. Nie miałam innego wyjścia niż po proszenie kogoś o pomoc, bo sama nie dam rady. Ale jak na złość nikt nie odpowiedział. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i na moje nieszczęście byłam tu tylko ja i Verdas który był zajęty jakąś blondi. Ten to ma klasę codziennie inna. No nic muszę sama sobie poradzić, wiem muszę wziąć jakąś ścierkę i znowu rozejrzałam się po pomieszczeniu, żeby ją na mierzyć. Była tylko jedna i tylko przy Verdasie. No trudno trzeba spróbować. Podeszłam do nich pewnym krokiem i wzięłam to co chciałam. Chciałam też ich bez żadnych większych ceregieli wyminąć i zająć się swoją robotą, ale oczywiście Leon puścił tam tą blondi i kazał jej spadać a mnie chwycił za nadgarstek.
-Czego chcesz? - syknęłam że mi się podoba to nie znaczy że szybko mu wskoczę do łóżka blondi mu się nie spodobała to teraz chce mnie przelecieć. O nie ja nie jestem taka łatwa, jak tego jego pozostałe dziunie.
-Grzeczniej- powiedział opanowany i ścisnął bardziej za mój nadgarstek.
-Dobrze, co się stało że wielki pan Leon Verdas zainteresował się moją osobą?- powiedziała oschle, ale już trochę grzeczniej.
-No widzisz, od razu lepiej. Co będziesz robić, może ci pomogę?
-Co cię to teraz obchodzi? Jak prosiłam żeby ktoś mi pomógł nie byłeś chętny, dlatego teraz się odwal i wyrwałam rękę z jego ucisku. Podeszłam do samochodu, a on oczywiście za mną on nigdy nie odpuszcza. Ale ja na niego nie zwracałam uwagi i próbowałam odkręcić ten pojebany korek, ale nawet ze szmatą mi się to nie udawało.
Leon
Podszedłem do nie od tyłu i położyłem swoje ręce na jej, wzdrygnęła się na ten ruch, dlatego szepnąłem jej do ucha.
-Nie bój się mnie. Nic ci nie zrobię. Pomogę
Violetta
Gdy do mnie szeptał przeszedł mnie przyjemny dreszcz wyrwałam mu się i podałam mu ścierkę,żeby te dziadostwo odkręcił. Zrobił to nawet bez użycia jej po dziękowałam i nalałam oleju i zakręciłam korek. A on w tym czasie mył ręce od smaru. A ja wytarłam ręce w ścierkę którą mi przyniósł.
Przysunął się do mnie i położył swoje ręce na mojej tali i powoli jak by się bał pocałował mnie odwzajemniłam pocałunek nie świadoma co robię zarzuciłam swoje ręce na jego kark. Pod niósł mnie i posadził na masce samochodu i dopiero w tej chwili oderwał się ode mnie
-Violu wiem że uważasz mnie za idiotę i kretyna... i uklęknął i dokończył... ale kocham cię i czy zostaniesz moją dziewczyną? - spytał ze strachem w oczach.
Pociągnęłam go lekko za włosy żeby był na równi ze mną i przytuliłam się do niego i szepnęłam
-Tak, jeśli te dziewczyny które miałeś nic dla ciebie nie znaczył?
-Nic Violu tylko ty się liczysz. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
18+
Pocałowałem ją, a ona odwzajemniła pocałunek wręcz go pogłębiła. Wsadziłem swoje ręce pod jej bluzkę nie opierała się dlatego działałem dalej. Zdjąłem je bluzkę i zacząłem masować jej piersi jeszcze przez biustonosz. Zaczęłam pojękiwać, a mnie to wręcz motywowało do dalszej pracy. Ona żeby nie być mi dłużna zaczęła rozpinać mi koszule przy tym delikatnie całując mój tors i po chwili s koszula spadła na podłogę. Po pchnąłem ją lekko na maskę żeby się położyła sam opierając się na rękach położyłem się nad nią zacząłem zdejmować jej spodnie i majtki. Znowu dobrałem się do jej ust i schodziłem co raz niżej. A on już co raz głoś niej jęczała. Po paru chwilach byliśmy nadzy. Zjechałem do jej myszki i za to piłem się w jej wnętrzu wierciłem się jęsykiem gdzie po padnie chciałem do prowadzić ją do obłędu.
-Leon... proszę. Doprowadzasz mnie do obłędu
-I o to właśnie mi chodzi kochani
Po paru chwilach wytrysłam sokami a on grzecznie je połknął.
-Gotowa?
Przytaknęłam jedynie głową
Wszedłem najpierw powoli, a potem już głębiej
-Leon ... szybciej
A mnie to tylko bardziej zmotywowało.
Kochaliśmy się parę godzin. Używając różnych poz jak 69 i wile innych.
Zmęczeni zasnęliśmy wtuleni w siebie w samochodzie przenieśliśmy się już pod koniec i przykryliśmy się kocem
Koniec 18+
Następny dzień
Violetta
Obudziłam się wtulona w goły tors Leona, na samo wspomnienie wczorajszej nocy uśmiechnęłam się wygląda tak seksownie w rozczochranych włosach i śpi tak słodko.
Spojrzałam na telefon wskazywał godzinę 8, muszę obudzić Leona bo zaraz ruszamy na akcje. Odwróciłam się i pocałował go namiętnie w usta.
-Mmm.... jakie miła pobudka. Kocham cię. Dziękuje ci za wczorajszą noc byłaś cudowna.
-Będziesz mieć takich więcej jeśli będziesz grzeczny- zaśmiałam się pod nosem. Też cię kocham i nie masz za co dziękować ty też byłeś cudowny.
-Oooo... to od teraz już zawsze będę grzeczny. I ją pocałowałem chciałem więcej, ale mnie odepchnęła zdziwiony uniosłem brew.
-Musimy wstawać zaraz wyruszmy na akcje. Dokończymy wieczorem. Pocałowałam go namiętnie i wstałam ubrałam się i poszłam przygotować się na akcje
Kilka godzin później
Akcja przemycanie narkotyków od jakieś innej mafii
Leon
-Viola ty trzymasz się ze mną.
-Poradzę sobie sama
-Nie wątpię, ale wole być ostrożny. Nie wybaczyłbym sobie gdy by ci się coś stało.
-Dobrze szefie
-Kocham cię i ją pocałowałem i weszliśmy do budynku w którym byli narkotyki
-Coś za coś drogi kolego- powiedział szef mafii od której braliśmy narkotyki.
Wziął Violette i Diego pod ramię.
-Za narkotyki kogo oddasz dziewczynę czy przyjaciela.
-Bierz dziewczynę- powiedziałem pewny swoich słów
-Leon nie proszę nie oddawaj mnie im. Przecież ja cię kocham.
-Bierz dziewczynę -powtórzył.
-Jak sobie życzysz Leonku. I wziął Violette do siebie.
-Nie jednak zmieniłem zdanie weź Diega
-Najpierw mówiłeś coś innego. Nie wiem czy mogę ci ufać.
-Możesz mi ufać,ale oddaj dziewczynę.
-Dobrze już się tak nie denerwuj. Oddał Violetta,a ona aż wpadła w moje ramiona przytuliłem ją, ale ona mnie odepchnęła Zabraliśmy to co mieliśmy zabrać i za raz za chwile wypuścili Diega.
W domu chłopaki zajęli się rozpakowaniem towaru, a ja poszedłem do Violetty
-Kochanie przepraszam, ale oni zawsze robili tak że ja mówię a oni robią drugie.Nie chciałem cię od dać tym skurwysynom, a Diega oddałem, bo wiedziałem że ucieknie i że Diego od dadzą.
Kocham cię i oddał bym za ciebie życie.
Nic nie odpowiedziałam tylko rzuciłam mu się na szyję i go pocałowałam.
-Ja ciebie też kocham i też bym oddała za ciebie życie
KONIEC
Hej tu macie One Shot jak wam się podba. Rozdział wieczorem lub jutro.
DZIĘKUJE WAM ZA 19 KOMENTARZY POD PO PRZEDNIM ROZDZIAŁEM.
14 komentarzy= next
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Rozdział 8
-Muszę zmienić opatrunek.
Potulnie przeszła obok niego,ale nie położyła się tylko usiadła na brzegu materaca.
Ujął jej szczupłe ramię i zaczął odwijać bandaż. Violetta odwróciła wzrok nie cierpiała widoku krwi.
-Jak ma pan na imię?- spytała żeby powiedzieć cokolwiek. Krępowało ją siedzenie w obcej sypialni z nieznajomym mężczyzną
-Diego zwracaj się do mnie po imieniu tu nikt nie używa słowa ,,pan"
Kiwnęła głową
-Goi się ładnie- powiedział po chwili
-Zmierzę ci tętno- nałożył na nadgarstek dziewczyny mały pulsometr i czekał ze zmarszczonymi brwiami na wynik tętna.
-Tak jak myślałem. Niskie. Nie wstawaj zbyt gwałtownie bo możesz zemdleć. Po siedmiu dniach leżenia zachowaj...
-Siedmiu dniach?!- wpadła mu w słowo przerażona- Jestem tu siedem dni?!
-Owszem tydzień temu w nocy, kiedy zemdlałaś podałem ci przeciw bólowy opioid nie wiedząc że jesteś na niego uczulona. Doznałaś szoku anafilaktycznego i za padłaś w śpiączkę. Ledwo cię odratowałem.
-Mówisz to tak spokojnie, jak byś mówił o pogodzie- Violetta była wstrząśnięta jego spokojem.
-Chociaż ranna dobrze się zasklepia- dokończył.
-Choć przez pierwszą dobę rzucałaś się jak w gorączce, aż musieliśmy cię związać...
Poczuła że zarz zemdleje. Była związana zdana na łaskę i niełaskę bandziorów, oni na pewno ją...
Zacisnęła powieki, czując łzy napływające do oczu.
-Nie bój się. Nikt tu nie wykorzystuje nieprzytomnych kobiet- powiedział kpiąco i gwałtownie otworzyła oczy i zapragnęła zamknąć je powtórnie, by nie widzieć tego którego właśnie wszedł do sypialni.
Szmaragdooki mężczyzna wprost z sennych koszmarów. Tego który ją porwał i ten który do niej strzelał (od. aut. przypomniała sobie kto do niej strzelał)
-Jak się czujesz?- spytał podchodząc bliżej niej.
W panice cofnęła się w głąb łóżka.
-Mówiłem, że o swoje bezcenne dziedzictwo nie obawiać- powtórzył
Po czerwieniała
-S-Skąd pan wie?- zająknęła się z przerażenia.
-O tym że jesteś dziewicą?Krwawiłaś, Diego cię zbadał...
-Krwawiłam z ramienia! Postrzelił mnie pan! Wystarczył odwinąć rękaw bluzki!
-Krwawiłaś z pochwy- sprostował i powiedział to chłodnym tonem,że zapragnęła się schować pod kołdrą.
-Dlatego musiał pan mi tam wciskać paluchy? Nie przyszło panu do głowy że mam... nie dokończyła bo spojrzenie które jej posłał mogło zabić.
-Różne rzeczy przychodzą mi do głowy- powiedział wolno cedząc przez zęby każde słowo.
-Teraz akurat zastanawiam się dlaczego ty jeszcze żyjesz.
Diego w tym momencie wstał i rzekł
-Zostawiam was na chwile samy, mam nadzieje że się nie pozabijacie- wyszedł posyłając Leonowi pełne przy gardy spojrzenie.
Ten nie poświęcając mu uwagi, mierzył wzrokiem skuloną po środku łóżka dziewczynę.
-Widzę że bardziej się martwisz o swoje dziewictwo nisz o życie. O te pierwsze możesz być spokojna nie jestem gwałcicielem, i Diego także nie. A do tego pokoju mają wstęp tylko ja i on pokój jest kodowany.
Po smutniała że jednak została porwana i zamknięta. Nie miała wątpliwości
że końcu nadejdzie taki dzień w którym on ją zabije.
Patrzył na jej twarz i nie ukrywał że chce z niej wyczytać jej myśli. Nie wiedząc co robi usiadł koło niej i złapał ją za rękę. Ona trochę przestraszona, ręka jej drżała, a on ścisnął ją mocniej żeby jej udowodnić że jej nic nie zrobi i ucałował jej dłoń
-Nic ci nie zrobię. Nie skrzywdzę cię
Przytaknęła niepewnie. Nie ukrywała że był zdziwiona jego zachowaniem, ale on ją jakoś przyciągnął do siebie.
-Co robiłaś w tunelu?-spytał nagle, nadal trzymając jej dłoń. Ale ona po usłyszeniu tego pytania wyrwała rękę i odsunęła się od niego.
-Wracałam do domu. Proszę mi uwierzyć ja nic nie wiem.
Wstał gwałtownie i przeszył ją spojrzeniem.
-Zobaczymy- rzekł chłodnym tonem.
Nie wiedziała że może się tak zmieniać co chwile. Najpierw był miły, a teraz jakby mógł by ją zabił.
-Proszę pana! Czy ja mogę odejść? Nie pisnę nikomu ani słowa. Przyrzekam.
Po patrzył na nią chwile i rzekł...
Hej tu ja macie dłuższy jak chcieliście One shot pojawi się dopiero jutro nie dałam rady. Przepraszam.
Jeśli chce cię jutro rozdział i One shot musi się tu pojawić
13 komentarzy= next
Potulnie przeszła obok niego,ale nie położyła się tylko usiadła na brzegu materaca.
Ujął jej szczupłe ramię i zaczął odwijać bandaż. Violetta odwróciła wzrok nie cierpiała widoku krwi.
-Jak ma pan na imię?- spytała żeby powiedzieć cokolwiek. Krępowało ją siedzenie w obcej sypialni z nieznajomym mężczyzną
-Diego zwracaj się do mnie po imieniu tu nikt nie używa słowa ,,pan"
Kiwnęła głową
-Goi się ładnie- powiedział po chwili
-Zmierzę ci tętno- nałożył na nadgarstek dziewczyny mały pulsometr i czekał ze zmarszczonymi brwiami na wynik tętna.
-Tak jak myślałem. Niskie. Nie wstawaj zbyt gwałtownie bo możesz zemdleć. Po siedmiu dniach leżenia zachowaj...
-Siedmiu dniach?!- wpadła mu w słowo przerażona- Jestem tu siedem dni?!
-Owszem tydzień temu w nocy, kiedy zemdlałaś podałem ci przeciw bólowy opioid nie wiedząc że jesteś na niego uczulona. Doznałaś szoku anafilaktycznego i za padłaś w śpiączkę. Ledwo cię odratowałem.
-Mówisz to tak spokojnie, jak byś mówił o pogodzie- Violetta była wstrząśnięta jego spokojem.
-Chociaż ranna dobrze się zasklepia- dokończył.
-Choć przez pierwszą dobę rzucałaś się jak w gorączce, aż musieliśmy cię związać...
Poczuła że zarz zemdleje. Była związana zdana na łaskę i niełaskę bandziorów, oni na pewno ją...
Zacisnęła powieki, czując łzy napływające do oczu.
-Nie bój się. Nikt tu nie wykorzystuje nieprzytomnych kobiet- powiedział kpiąco i gwałtownie otworzyła oczy i zapragnęła zamknąć je powtórnie, by nie widzieć tego którego właśnie wszedł do sypialni.
Szmaragdooki mężczyzna wprost z sennych koszmarów. Tego który ją porwał i ten który do niej strzelał (od. aut. przypomniała sobie kto do niej strzelał)
-Jak się czujesz?- spytał podchodząc bliżej niej.
W panice cofnęła się w głąb łóżka.
-Mówiłem, że o swoje bezcenne dziedzictwo nie obawiać- powtórzył
Po czerwieniała
-S-Skąd pan wie?- zająknęła się z przerażenia.
-O tym że jesteś dziewicą?Krwawiłaś, Diego cię zbadał...
-Krwawiłam z ramienia! Postrzelił mnie pan! Wystarczył odwinąć rękaw bluzki!
-Krwawiłaś z pochwy- sprostował i powiedział to chłodnym tonem,że zapragnęła się schować pod kołdrą.
-Dlatego musiał pan mi tam wciskać paluchy? Nie przyszło panu do głowy że mam... nie dokończyła bo spojrzenie które jej posłał mogło zabić.
-Różne rzeczy przychodzą mi do głowy- powiedział wolno cedząc przez zęby każde słowo.
-Teraz akurat zastanawiam się dlaczego ty jeszcze żyjesz.
Diego w tym momencie wstał i rzekł
-Zostawiam was na chwile samy, mam nadzieje że się nie pozabijacie- wyszedł posyłając Leonowi pełne przy gardy spojrzenie.
Ten nie poświęcając mu uwagi, mierzył wzrokiem skuloną po środku łóżka dziewczynę.
-Widzę że bardziej się martwisz o swoje dziewictwo nisz o życie. O te pierwsze możesz być spokojna nie jestem gwałcicielem, i Diego także nie. A do tego pokoju mają wstęp tylko ja i on pokój jest kodowany.
Po smutniała że jednak została porwana i zamknięta. Nie miała wątpliwości
że końcu nadejdzie taki dzień w którym on ją zabije.
-Nic ci nie zrobię. Nie skrzywdzę cię
Przytaknęła niepewnie. Nie ukrywała że był zdziwiona jego zachowaniem, ale on ją jakoś przyciągnął do siebie.
-Co robiłaś w tunelu?-spytał nagle, nadal trzymając jej dłoń. Ale ona po usłyszeniu tego pytania wyrwała rękę i odsunęła się od niego.
-Wracałam do domu. Proszę mi uwierzyć ja nic nie wiem.
Wstał gwałtownie i przeszył ją spojrzeniem.
-Zobaczymy- rzekł chłodnym tonem.
Nie wiedziała że może się tak zmieniać co chwile. Najpierw był miły, a teraz jakby mógł by ją zabił.
-Proszę pana! Czy ja mogę odejść? Nie pisnę nikomu ani słowa. Przyrzekam.
Po patrzył na nią chwile i rzekł...
Hej tu ja macie dłuższy jak chcieliście One shot pojawi się dopiero jutro nie dałam rady. Przepraszam.
Jeśli chce cię jutro rozdział i One shot musi się tu pojawić
13 komentarzy= next
niedziela, 4 stycznia 2015
Rozdział 7
Po prostu zemdlała. Leon w porę ją złapał i przytrzymała za ramiona, i wsadził do samochodu a za nim Diego i odjechali
Pierwszym wrażeniem jakie Violetta odebrało po zemdleniu to narastający się ból ramienia. Poruszyła się w ciemnościach, rozjaśnianych światłami ulicznymi. Ból wgryzł się w mięśnie z taką siła jak pitbul w gardło ofiary. I szarpną równie mocno. Jęknęła przeciągli wie z bólu wbijając paznokcie w skórzane siedzenie samochodu
-Nie ruszaj się jesteś ranna- powiedział głos którego miała nadzieję nigdy więcej nie usłyszeć.
Zatem to nie był senny koszmar. On ten szmaragdo oki naprawdę istniał. Schwytał ją w pod ziemnym przejściu wsadził do samochodu podał narkotyki... i tu Violettcie się mieszała jawa z narkotykami, nie wiedziała kto do niej strzelał, ale strzelił i trafi tego akurat była pewna. Leon dotknął wierzchem dłoni jej czoła, które było całe rozpalone. Przestraszył się że dziewczyna może nie przeżyć i także chciał żeby nie odczuwała bólu.
-Diego podaj jej tramadol- powiedział półgłosem.
-Do tego koktajlu jeszcze tramadol- zirytował się lekarz ale sięgnął po strzykawkę.
Violetta poczuła jak igła wbija się żyłę przedramienia i... w następnej chwili odleciał.
Gdy Violetta kolejny raz uchyliła powieki był jasny dzień. Za oknem, które było wielkie od sufitu aż do ziemi ujrzała sosny, kokosy i usłyszała szum morza. Dziewczyna poderwała się by w następnej chwili opaś na poduszki z tłumionym jękiem. Ramię zabolała, może nie tak jak w nocy ale zabolało.Bardziej bolało co innego z Warszawy nad morze jest ładne kilkanaście kilometrów. Gdzie oni ją wywieźli?
Usiadła ostrożnie i rozejrzała się pokój był duży w kolorze purpury z dużym oknem balkonem, szafą i osobista łazienką.
Jeżeli Violetta została porwana i uwięziona, było to luksusowe więzienie. Wstała ostrożnie, spoglądając na ranne ramię. Bandaż był biały i suchy a ni śladu krwi. Pewnie ktoś nie dawno zmienił opatrunek. Dbali o nią... po co? Dlaczego? Odpowiedzi na te pytanie nie znała, jak na wiele innych. Ale pewnie nie długo się wszystkiego dowie.
Podeszła do uchylonego okna i wyszła na balkon, z trzech stron morze rezydenci bo na pewno nie był to hotel. Wychyliła się dwa piętra niżej był piękny ogród z basenem.Morze i ze trzydzieści stopni w cieniu Wywieźli ją za granice?
- Widzę że śpiąca królewna się już obudziła- usłyszała nagle i odwróciła się przestraszona.
Czarno włosy mężczyzna stał w drzwiach tarasu i patrzył na Violette z lekkim uśmiechem. Poznawała go. W lesie gdy została postrzelona, on ją uratował. Był on jedyny któremu mogła zaufać i teraz spytać
-Gdzie ja jestem?- wyszeptała patrząc na twarz mężczyzny.
-W bezpiecznym miejscu - odpowiedział wymijająco i poszedł do korytarza i podszedł do interkomu i powiedział
-Odzyskała przytomność.
W następnej chwili znów był przy Violettcie na balkonie
-Wróć do pokoju jesteś jeszcze bardzo słaba. Ta ranna potrzebuje kilku dni żeby całkiem się zagoić. Dotknęła palcem bandaża
-Pan mnie opatrzył?
-Jestem lekarzem
-Lekarzem na usługach...- Chciała powiedzieć bandytów ale ugryzł się w język. Nie mogła stracić jedynego sprzymierzeńca o ile ten mężczyzna nim był.
-Wracaj do łóżka- powiedział bardziej stanowczym tonem.
-Muszę zmienić opatrunek
Hej tu znowu ja jak widziecie rozdział 7 sorry że nic się nie dzieje i że krótki ale nie mam zbyt duzo czasu bo rodzinna przyjechała ale jutro będzie się dużó działo bedzie też fedemiła . i postaram się do dać one shota.
13 Komentarzy= next
Pierwszym wrażeniem jakie Violetta odebrało po zemdleniu to narastający się ból ramienia. Poruszyła się w ciemnościach, rozjaśnianych światłami ulicznymi. Ból wgryzł się w mięśnie z taką siła jak pitbul w gardło ofiary. I szarpną równie mocno. Jęknęła przeciągli wie z bólu wbijając paznokcie w skórzane siedzenie samochodu
-Nie ruszaj się jesteś ranna- powiedział głos którego miała nadzieję nigdy więcej nie usłyszeć.
Zatem to nie był senny koszmar. On ten szmaragdo oki naprawdę istniał. Schwytał ją w pod ziemnym przejściu wsadził do samochodu podał narkotyki... i tu Violettcie się mieszała jawa z narkotykami, nie wiedziała kto do niej strzelał, ale strzelił i trafi tego akurat była pewna. Leon dotknął wierzchem dłoni jej czoła, które było całe rozpalone. Przestraszył się że dziewczyna może nie przeżyć i także chciał żeby nie odczuwała bólu.
-Diego podaj jej tramadol- powiedział półgłosem.
-Do tego koktajlu jeszcze tramadol- zirytował się lekarz ale sięgnął po strzykawkę.
Violetta poczuła jak igła wbija się żyłę przedramienia i... w następnej chwili odleciał.
Gdy Violetta kolejny raz uchyliła powieki był jasny dzień. Za oknem, które było wielkie od sufitu aż do ziemi ujrzała sosny, kokosy i usłyszała szum morza. Dziewczyna poderwała się by w następnej chwili opaś na poduszki z tłumionym jękiem. Ramię zabolała, może nie tak jak w nocy ale zabolało.Bardziej bolało co innego z Warszawy nad morze jest ładne kilkanaście kilometrów. Gdzie oni ją wywieźli?
Usiadła ostrożnie i rozejrzała się pokój był duży w kolorze purpury z dużym oknem balkonem, szafą i osobista łazienką.
Jeżeli Violetta została porwana i uwięziona, było to luksusowe więzienie. Wstała ostrożnie, spoglądając na ranne ramię. Bandaż był biały i suchy a ni śladu krwi. Pewnie ktoś nie dawno zmienił opatrunek. Dbali o nią... po co? Dlaczego? Odpowiedzi na te pytanie nie znała, jak na wiele innych. Ale pewnie nie długo się wszystkiego dowie.
Podeszła do uchylonego okna i wyszła na balkon, z trzech stron morze rezydenci bo na pewno nie był to hotel. Wychyliła się dwa piętra niżej był piękny ogród z basenem.Morze i ze trzydzieści stopni w cieniu Wywieźli ją za granice?
- Widzę że śpiąca królewna się już obudziła- usłyszała nagle i odwróciła się przestraszona.
Czarno włosy mężczyzna stał w drzwiach tarasu i patrzył na Violette z lekkim uśmiechem. Poznawała go. W lesie gdy została postrzelona, on ją uratował. Był on jedyny któremu mogła zaufać i teraz spytać
-Gdzie ja jestem?- wyszeptała patrząc na twarz mężczyzny.
-W bezpiecznym miejscu - odpowiedział wymijająco i poszedł do korytarza i podszedł do interkomu i powiedział-Odzyskała przytomność.
W następnej chwili znów był przy Violettcie na balkonie
-Wróć do pokoju jesteś jeszcze bardzo słaba. Ta ranna potrzebuje kilku dni żeby całkiem się zagoić. Dotknęła palcem bandaża
-Pan mnie opatrzył?
-Jestem lekarzem
-Lekarzem na usługach...- Chciała powiedzieć bandytów ale ugryzł się w język. Nie mogła stracić jedynego sprzymierzeńca o ile ten mężczyzna nim był.
-Wracaj do łóżka- powiedział bardziej stanowczym tonem.
-Muszę zmienić opatrunek
Hej tu znowu ja jak widziecie rozdział 7 sorry że nic się nie dzieje i że krótki ale nie mam zbyt duzo czasu bo rodzinna przyjechała ale jutro będzie się dużó działo bedzie też fedemiła . i postaram się do dać one shota.
13 Komentarzy= next
sobota, 3 stycznia 2015
Rozdział 6
Pociągnął za spust. Pad strzał
Zaraz po tym usłyszano krzyk. Dziewczyna upadła/
-Spudłowałeś szefie- prychnął goryl.
-Czyżby?-Leon rzucił mu krótkie ostre spojrzenie i ruszył ku upolowanej zdobyczy.
-Zostań przy samochodach- warknął gdy tamten chciał pójść za nim.-A wy pośpieszcie się z tym pogrzebem rzucił do dwóch mężczyzn którzy kopali dół.
Diego dotąd stojący koło nich rzucił się biegu w kierunku nieprzytomnej dziewczyny. Był pewien że Leon zastrzelił dziewczynę. Dopadł ją pierwszy i widząc plecy rannej i palce kurczowo zaciśnięte na krwawiącym ramieniu odetchnął z ulgą...
Violetta
Leżała z głową wciśniętą w mech. Ból i przerażenie sprawiały,że trudem łapała oddech, ale płakała bezgłośnie wiedząc że jęk wyda jej miejsce w którym upadła i przyciągnie prześladowców. Myślała że gdy będzie cicha i nieruchoma oni pomyślą że nie żyje i odejdą.Czując dotknięcie ręki na swoich plecach przygryzła wargę aż do krwi. Nadzieja okazała się płonna. Zapłakała bezradnie jak maleńkie dziecko i próbowała odepchnąć tamtą dłoń ale przewrócona ją na plecy i właśnie w tedy po raz pierwszy po dostaniu kulą krzyknęła z bólu.
-Jeżeli chciałeś ją zabić kiepsko ci poszło. -Diego po kręcił przecząco głową i uklęknął koło dziewczyny i zdjął jej rękę z ramienia żeby zobaczyć jak duża jest ranna.
-Gdym chciał ją zabić już dawno by nie żyła. Kończ te swoje lekarskie gierki i zwijamy się stąd.
Odwrócił się nie poświęcając już dziewczynie uwagi. Diego chwycił ranną dziewczynę na ręce nie zważając na jej wyswobodzenia się i ruszył za nim. Dziewczyna była jeszcze drobniejsza niż się wydawało. Zacisnęła kurczowo swoje ręce na jego koszuli i próbowała nie jęczeć z bólu przy każdym kroku. W głębi duszy podziwiał ją za to że była taka dzielna. Rana postrzałowa jest strasznie bolesna już on coś o tym wiedział Doszedł postawił ją przy samochodzie sam poszedł szukać apteczki,żeby dziewczyna się nie wykrwawiła. Violetta stała oparta o samochód i walczyła z ciemnością oczu. Goryl tylko czekał na taki obrót sprawy podleciał do Violetty i syknął
-Ja ci ucieknę kurwo! Strzelił jej ręką w twarz aż zjechała, ale nie pozwolił jej upaść zamachnął się drugi raz,ale przeładowanie i przyłożenie pistoletu do jego czoła zajęło Leonowi sekundę. Tomas przełknął głośno ślinę i patrzył w przestrzeń przed nim.
Leon zaczął cicho i powoli
-Jeszcze raz tkniesz ją ręką albo czymkolwiek innym- nie myśl sobie że nie widziałem jak się do niej dobierałeś. Nie wasz się jej tknąć bo zabiję jak parszywego psa. Zrozumiałeś Tomasie?
Ten kiwnął głową i puścił ramię dziewczyny i unosząc powoli ręce.
-Sorry szefie poniosło mnie
-Ona jest moja- dodał Leon i powiedział na tyle głośno żeby go wszyscy usłyszeli z ich znajdującej się tutaj grupy. Leon zastanawiał się czy mu darować czy zabić go na miejscu tu i teraz , ale mijał za dużo już kłopotów i nie chciał żeby dziewczyna na to patrzyła jak go zabija i mógł mu się do czegoś jeszcze przydać.
-Szefie nie tknę jej już nigdy!- zapewnił - Już nigdy! Jest twoja!
Leon wahał się jeszcze przez chwile ale zdjął broń i schował do bagażnika, a goryl skoczył do swojego samochodu. Odetchnęła dziewczyna która także stała nieruchomo jak jej oprawca. A gdy Leon przeniósł na nią swoje spojrzenie w których był nadal cień furii... po prostu zemdlała.
Hej tu znowu ja przychodzę do was z 6 dziękuję za 16 komentarzy pod ostatnim. Mam pytanie czy chcielibyście one shota +18 piszcie w komentarzach.
W następnym rozdziale
Co będzie dalej z Violą? Czy przeżyje?
Pojawi się też Fedemiła?
Czy Leon się w końcu zmieni tego dowiecie się w następnym rozdziale.
Zaraz po tym usłyszano krzyk. Dziewczyna upadła/
-Spudłowałeś szefie- prychnął goryl.
-Czyżby?-Leon rzucił mu krótkie ostre spojrzenie i ruszył ku upolowanej zdobyczy.
-Zostań przy samochodach- warknął gdy tamten chciał pójść za nim.-A wy pośpieszcie się z tym pogrzebem rzucił do dwóch mężczyzn którzy kopali dół.
Diego dotąd stojący koło nich rzucił się biegu w kierunku nieprzytomnej dziewczyny. Był pewien że Leon zastrzelił dziewczynę. Dopadł ją pierwszy i widząc plecy rannej i palce kurczowo zaciśnięte na krwawiącym ramieniu odetchnął z ulgą...
Violetta
Leżała z głową wciśniętą w mech. Ból i przerażenie sprawiały,że trudem łapała oddech, ale płakała bezgłośnie wiedząc że jęk wyda jej miejsce w którym upadła i przyciągnie prześladowców. Myślała że gdy będzie cicha i nieruchoma oni pomyślą że nie żyje i odejdą.Czując dotknięcie ręki na swoich plecach przygryzła wargę aż do krwi. Nadzieja okazała się płonna. Zapłakała bezradnie jak maleńkie dziecko i próbowała odepchnąć tamtą dłoń ale przewrócona ją na plecy i właśnie w tedy po raz pierwszy po dostaniu kulą krzyknęła z bólu.
-Jeżeli chciałeś ją zabić kiepsko ci poszło. -Diego po kręcił przecząco głową i uklęknął koło dziewczyny i zdjął jej rękę z ramienia żeby zobaczyć jak duża jest ranna.
-Gdym chciał ją zabić już dawno by nie żyła. Kończ te swoje lekarskie gierki i zwijamy się stąd.
Odwrócił się nie poświęcając już dziewczynie uwagi. Diego chwycił ranną dziewczynę na ręce nie zważając na jej wyswobodzenia się i ruszył za nim. Dziewczyna była jeszcze drobniejsza niż się wydawało. Zacisnęła kurczowo swoje ręce na jego koszuli i próbowała nie jęczeć z bólu przy każdym kroku. W głębi duszy podziwiał ją za to że była taka dzielna. Rana postrzałowa jest strasznie bolesna już on coś o tym wiedział Doszedł postawił ją przy samochodzie sam poszedł szukać apteczki,żeby dziewczyna się nie wykrwawiła. Violetta stała oparta o samochód i walczyła z ciemnością oczu. Goryl tylko czekał na taki obrót sprawy podleciał do Violetty i syknął
-Ja ci ucieknę kurwo! Strzelił jej ręką w twarz aż zjechała, ale nie pozwolił jej upaść zamachnął się drugi raz,ale przeładowanie i przyłożenie pistoletu do jego czoła zajęło Leonowi sekundę. Tomas przełknął głośno ślinę i patrzył w przestrzeń przed nim.
Leon zaczął cicho i powoli
-Jeszcze raz tkniesz ją ręką albo czymkolwiek innym- nie myśl sobie że nie widziałem jak się do niej dobierałeś. Nie wasz się jej tknąć bo zabiję jak parszywego psa. Zrozumiałeś Tomasie?
Ten kiwnął głową i puścił ramię dziewczyny i unosząc powoli ręce.
-Sorry szefie poniosło mnie
-Ona jest moja- dodał Leon i powiedział na tyle głośno żeby go wszyscy usłyszeli z ich znajdującej się tutaj grupy. Leon zastanawiał się czy mu darować czy zabić go na miejscu tu i teraz , ale mijał za dużo już kłopotów i nie chciał żeby dziewczyna na to patrzyła jak go zabija i mógł mu się do czegoś jeszcze przydać.
-Szefie nie tknę jej już nigdy!- zapewnił - Już nigdy! Jest twoja!
Leon wahał się jeszcze przez chwile ale zdjął broń i schował do bagażnika, a goryl skoczył do swojego samochodu. Odetchnęła dziewczyna która także stała nieruchomo jak jej oprawca. A gdy Leon przeniósł na nią swoje spojrzenie w których był nadal cień furii... po prostu zemdlała.
Hej tu znowu ja przychodzę do was z 6 dziękuję za 16 komentarzy pod ostatnim. Mam pytanie czy chcielibyście one shota +18 piszcie w komentarzach.
W następnym rozdziale
Co będzie dalej z Violą? Czy przeżyje?
Pojawi się też Fedemiła?
Czy Leon się w końcu zmieni tego dowiecie się w następnym rozdziale.
12 Komentarzy =next
czwartek, 1 stycznia 2015
Rozdział 5
Violetta
Obudził ją własny jęk, jej ciało drżało z szoku i przerażenia. Zęby szczękały jak w febrze. Próbowała wyprostować się i unieść do górę głowę, ale na marne upadła na skórzane siedzenie samochodu.
-Leż spokojnie- usłyszała głos mężczyzny ze snu i mimo woli z przerażenia zacisnęła uda
-Nie! Nie rób mi krzywdy!- chciała mu wykrzyczeć w twarz, ale jej usta odmówiły posłuszeństwa.
Mężczyzna po chylił się ku dziewczyny i dotknął jej zimnego nadgarstka i zmierzył puls., ale Violetta jeszcze pod wpływem narkotyków zrozumiała to inaczej. W oczach dziewczyny zawitały łzy. On ją teraz... On ją ...
-Proszę- w końcu pokonała lęk i szepnęła.
-Proszę nie rób mi krzywdy.
Uniósł wysoko do góry brwi i teraz dopiero zrozumiał czego dziewczyna się
obawia, po kręcił przecząco głową i cofną sięna swoje wcześniejsze miejsce, twarz skierował na okno.
Obudził ją własny jęk, jej ciało drżało z szoku i przerażenia. Zęby szczękały jak w febrze. Próbowała wyprostować się i unieść do górę głowę, ale na marne upadła na skórzane siedzenie samochodu.
-Leż spokojnie- usłyszała głos mężczyzny ze snu i mimo woli z przerażenia zacisnęła uda
-Nie! Nie rób mi krzywdy!- chciała mu wykrzyczeć w twarz, ale jej usta odmówiły posłuszeństwa.
Mężczyzna po chylił się ku dziewczyny i dotknął jej zimnego nadgarstka i zmierzył puls., ale Violetta jeszcze pod wpływem narkotyków zrozumiała to inaczej. W oczach dziewczyny zawitały łzy. On ją teraz... On ją ...
-Proszę- w końcu pokonała lęk i szepnęła.
-Proszę nie rób mi krzywdy.
Uniósł wysoko do góry brwi i teraz dopiero zrozumiał czego dziewczyna się
obawia, po kręcił przecząco głową i cofną sięna swoje wcześniejsze miejsce, twarz skierował na okno.
Spróbowała usiąść prosto i po wielu próbach, na które on nie zwracał uwagi i wkońcu jej się to udało. Ziezdzali z asfaltówki na polną drogę by po chwili zagłębić sięw las.. Violetta po raz kolejny tej nocy zesztywniała z przerażenia.
-Czy pan mnie-pytanie nie chciało przejść przez jej zachrypnięte gardło... Czy pan mnie zabije? Wyrzuciła wręście z siebie. On spojrzał na nią obojętnie.
-Nie nie jestem mordercą- spojrzał na nią i ujrzał w jej oczach nadzieje. -Zazwyczaj nie - nadzieja znikła z jej oczu tak szybko jak się pojawiła.
Samochódł stanął a za nim kolejny, z tego drugiego wyszło czterech mężczyzn. Violetta na widok ,, goryla", znieruchomiała i dotkneła ręką spuchniętego policzka. Bała się go najbardziej z nich wszystkich. Goryl żucił jej ponure spojrzenie i podszedł do bagażnika wyjął łopaty i podał je reszcie, lecz sam oparł się o drzwi kierowcy i zapalił papierosa. Ale ciągle patrzył na nią, lecz Violetta unikała jego wzroku.
Leon oparty o swój samochód ze splecionymi rękami na piersiach. Pozornie nie zwracał uwagi na tych dwoje, ale w rzeczywistości... Musiał sprowokować jedno albo drugie, a najlepiej oboje.
Lein po prosił Diega.
-Trzeba do pilnować żeby nie spartolili roboty. Zajmji się tym.- powiedział patrząc na sylwetki kopiące w ziemi.
Lekarz ruszył w ich kierunku, a Leon poszedł w przeciwnym kierunku i wyjął z kieszeni spodni telefon, ale nie zamierzał do nikogo dzwonić. Chiał zostawić dziewczynę na łaskę Tomasa i zobaczyć co będzie dalej. Nie musiał długo czekać, Tomas zgasił papierosa i obejrzał się na szefa że szef nie zwaracał na nich uwagi. Podszedł do Violetty, ta znieruchomiała i oplotła się ramionami. On zaś chycił ja za spuchnięty policzek, a ona aż przygryzła wargę żeby nie krzyczeć z bólu. Drugą ręką zaś chwycił ją za pierś, chciała krzyknąć ale...
-Milcz- uciszyło ją. Pewnie że nie wypowiedziała z siebie ani słowa. A on wpił się w jej usta i wpechną jej język tak daleko, że starciła odech. Wytrzymała aż skończył.
-No to lubię- zaśmiał się cicho.
-Obić wam tylko buzię i już jesteście grzeczne. Teraz dam ci spokój, ale gdy dojedziemy na miejsce, mnie i mojego fiuta masz jak w banku- zmaruczał jej wprost du ucha. Puścił ją wreście i odszedł. A dziewczyna schowała sie do samochodu. Była pewna że ten człowiek, dotrzyma obietnicy.
Wiedziała że gdy dojadą na miejsce co kolwiek to znaczy nie skończy się na wepchaniu języka do gardła.
Co robić? Co robić?
Uciekać powiedziała jej podświadomość
Spojrzała prze szybę i zobaczyła goryla opartego o swój samochód, palącego papierosa, a szmaragdo okiego nie było widać. Otworzyła cichutko drzwi i wysiadła na czworaka, pełzła do zaroślin do których była długa droga. Spojrzała za siebie, nadal nic goryl nadal pali a szmaragdo okiego nie widać.
Może by ta ucieczka się udała gdybybyła bardziej cierpliwa i opanowana, a może gdyby uważnie ją nie obserwowała para oczów o kolorze szmaragdu. Ale ona nie była cierpliwa, a Leon nie był taki głupi. Zerwała się na równe nogi i rzuciła się do szaleńczego biegu, w momęcie gdy on zamierzał jej w tym przeszkodzić. W tej samej chwili Goryl dostrzegł że nie ma już kogo pilnować i poszedł do bagażnika wyją pistolet i na mieżył dziewczyny głowę i... Leon w ostatniej chwili wyrwał mu broń i sam na celował i po ciągnął za spust. Padł strzał...
Hej tu ja Madzia. Macie rozdział piąty mam nadzieje że wam się podoba. Przepraszam że nie ma fedemiły ale będzie w następnym rozdziale i zamierzam też do dać one shota. Może być? .
Co do rozdziału
Jak już wiecie.
Tomas to inaczej Goryl
Viola ucieka.
Jak myślicie co będzie dalej?
Tego dowiecię sié w następnym rozdziale
10 komentarzy=next
Example 3
Subskrybuj:
Posty (Atom)

